Północna Francja, pamięć emigracji i historia mojej rodziny
W latach 1926–1936 moi dziadkowie mieszkali w północnej Francji. Wyjechali z okolic Bielska, z rozpadającej się lepianki, w poszukiwaniu chleba w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa. Kryzys lat dwudziestych odebrał im możliwość utrzymania się. Nie mieli co włożyć do garnka. Jak setki tysięcy innych Polaków, ruszyli na emigrację zarobkową.
W Polsce nie mieli własnej ziemi. Mieszkali kątem u innych, pracując jednocześnie jako parobkowie. Moja babcia zaczęła pracę w wieku czternastu lat. Mimo ciężkiej pracy nie mieli realnej szansy na poprawę losu. Nigdy nie byliby w stanie kupić choćby niewielkiego kawałka ziemi.
Najpierw wyjechał mój dziadek. Kiedy znalazł pracę i możliwość sprowadzenia rodziny, dołączyła do niego babcia, będąca w dziewiątym miesiącu ciąży. Następnego dnia po przyjeździe urodziła dziecko, które wkrótce zmarło. Historia emigracji zaczęła się więc w mojej rodzinie jednocześnie od nadziei i od straty.
Mój dziadek mimo, że nie był górnikiem otrzymał pracę w kopalni. Pod ziemią zarabiał więcej, niż mógłby kiedykolwiek zarobić w rodzinnych stronach, ale ceną była praca wyniszczająca ciało. W kopalni nabawił się pylicy płuc, z którą zmagał się do końca życia.
Pracował do dnia, w którym zawaliła się ściana. Zginęli wszyscy z jego brygady. On ocalał. Nigdy więcej nie zdecydował się zjechać pod ziemię. Wkrótce rodzina wróciła do Polski.
Z pieniędzy uzbieranych we Francji kupili kilka mórg ziemi — mały skrawek, na którym postawili własny dom. Był to pierwszy realny majątek, jaki udało im się zdobyć dzięki emigracji.
Niedługo później wybuchła wojna. Po niej nadszedł komunizm. Moi dziadkowie już nigdy nie żyli na poziomie, którego doświadczyli we Francji. Tamten okres pozostał w rodzinnej pamięci jako czas ciężkiej pracy, ale także względnej stabilizacji, zarobku i poczucia, że przyszłość może wyglądać inaczej.
Mimo trudnych doświadczeń przez całe życie wspominali Francję z sentymentem. Jako dziecko słuchałem nazw miejscowości, opowieści o codziennym życiu, pracy, ludziach i świecie, który zniknął zanim zdążyłem go zobaczyć. Po latach postanowiłem odnaleźć te miejsca.
Podczas pracy natrafiłem w lokalnym archiwum na polskojęzyczne gazety wydawane we Francji w okresie międzywojennym. Zacząłem je czytać, chcąc zrozumieć historię, którą żyli moi dziadkowie i tysiące innych rodzin. Szybko stało się jasne, że jest to opowieść znacznie większa niż historia jednej rodziny.
Przez trzy lata podróżowałem po północnej Francji z wycinkami prasowymi w ręku. Jeździłem do miejsc, w których rozgrywały się opisane wydarzenia: katastrofy górnicze, strajki, rodzinne dramaty, chwile codzienności, akty przemocy i momenty nadziei. Fotografowałem krajobrazy, ulice, domy, kopalniane osiedla oraz ślady świata, który niemal zniknął.
Projekt składa się z odnalezionych historii prasowych oraz współczesnych fotografii miejsc, gdzie te wydarzenia miały miejsce. To próba połączenia pamięci rodzinnej, historii emigracji i ciszy pozostałej po ludziach, którzy przyjechali tu za pracą.
Kilka z tych historii można odnaleźć w tej książce.